Pochuizm stosowany, zapisany.
Kategorie: Wszystkie | frądowaci | kochany pamiętniczku | pan pop
RSS
niedziela, 25 października 2009

Dzisiaj usłyszałem w busie opowieść jednej matki drugiej matce. Mówiła o dniu chłopaka w podstawówce i o tym, że mamy z komitetu po raz kolejny zakupiły w prezencie kubki. Ale najważniejsze było to, co przygotowały dziewczynki - przyniosły do szkoły, w celu upiększenia chłopców, kosmetyki do włosów oraz... lakiery do paznokci. Chłopcy byli zachwyceni swoimi paznokciami (każdy* w innym kolorze!), tylko klasowy kujon i sztywniak nie zgodził się na żaden zabieg.

Idzie nowe. Mówię Wam, idzie nowe.

 

* każdy paznokieć, nie chłopiec

czwartek, 22 października 2009

A bo się wziąłem i wkurzyłem i napisałem list i wysłałem. Jak się komuś chce, może przeczytać, chociaż sam nie jestem nim zachwycony.

niedziela, 18 października 2009

Dzisiaj "DD TVN" znowu mnie wkurzyło i to mimo, iż homofobka, rasistka i seksistka poprowadzi dopiero jutrzejszy odcinek. I też może dlatego słowo "wkurzyło" jest trochę na wyrost, bo raczej zaskoczyło.

A było to tak, że młody Damięcki wrócił z Syberii i wspaniała Magda Mołek oznajmiła, że jako kobieta ona oczywiście idei takiej wyprawy nie rozumie. I nie zaskoczyło mnie to dlatego, że dziewczyna Damięckiego do podróży podchodziła z entuzjazmem, tylko dlatego, że takie słowa wypowiedziane w stacji Martyny Wojciechowskiej nie mogą nie dziwić. Ja wiem, że polski jest teraz kształtowany przez angielski, ale wpływ tytułowych kategorii na swojskie "kobieta" i "mężczyzna" jest dla mnie nowością.

Ale, ale. Boska Martyna w swoim programie "Kobieta na końcu świata", w odcinku o azjatyckich saperkach, które - zaskoczenie - po godzinach dbają o wygląd, rzuciła komentarzem, że robią to, bo przecież pamiętajmy, że są kobietami. Tefauenowa podróżniczka to dla mnie wspaniały przykład kobiety, która jest tym, kim chce być. Jeżeli swoją kobiecość rozumie jako dbanie o wygląd i ekstremalne życie, to świetnie, niech się w tym realizuje. Szkoda tylko, że niezręczną wypowiedzią próbuje narzucić ten model innym.

Ale, tak właściwie, czego można spodziewać się po programie, który już w tytule przejawia etnocentryzm? Zresztą etnocentryzmem cechuje się też wspomniana uwaga. Bo czymże innym jest szok, że azjatyckie saperki się malują? Podkarpackie pracownice zakładów przetwórstwa rybnego zapewne też, i co z tego.

środa, 07 października 2009

MRW napisał notkę geriatryczną, a inżynier pod nią:

Nie wiem czy pamiętacie, ale w tym wieku [9 lat] w ogóle niewiele się wie o świecie (a podobno byłem bystrym dzieckiem, trochę Aspie, ale bystrym). Gdyby mi powiedzieli wtedy, że komunizm-kapitalizm następuje w Polsce w cyklach 30-sto letnich i akurat naszła faza na kapitalizm to bym to uznał za prawo natury.

I ja się na temat główny wypowiadał nie będę, bo przecież wiadomo, że tylko hitlerowski rocznik '88 jest naprawdę podzielony na pół, bo się uczył chodzić wtedy, co wolna Polska. Tylko te słowa inżyniera przypomniały mi, jak obrzydliwie w domu rodzinnym byłem indoktrynowany, bo mając lat osiem, zapytałem ojca, kto to jest komunista i on mi odpowiedział, że to taki człowiek, który uważa, że wszyscy powinni być równi. I w tym właśnie dniu zostałem komunistą.

niedziela, 04 października 2009

Wreszcie jest krótki opis, o co chodzi w aferze hazardowej. I jest, jak myślałem: ktoś kogoś na coś namówił. Nie ma mowy o żadnych 16,5 mld dolarów, ba, nie ma mowy o jakiejkolwiek łapówce. I tu jest problem, bo przecież to oczywiste, że politycy głosują zależnie od tego, komu dadzą się przekonać. Bo przecież każde prawo ma swoich beneficjentów i tych drugich. Dlatego nie rozumiem całej afery, podczas gdy żadnego zdziwienia nie budzą takie tytuły newsów:

Lewiatan apeluje o odrzucenie projektu zmian w PIT

PKPP Lewiatan apeluje do rządzących o przyjęcie "pakietu antykryzysowego"

Przedsiębiorcy domagają się zmian w podatkach

Przedsiębiorcy domagają się programu, który pomoże im przetrwać kryzys

PKPP Lewiatan żąda zmian w zasadach wynagradzania komorników

Propozycje PKPP Lewiatan dotyczące zmian w przepisach o urlopach

PKPP apeluje do posłów o niewydłużanie przedemerytalnego okresu ochronnego

PKPP apeluje o weto do ustawy o biopaliwach

Przedsiębiorcy domagają się uproszczenia procedur hamujących rozwój firm i stawiają konkretne zarzuty przepisom regulującym prowadzenie przez nich działalności gospodarczej

sobota, 26 września 2009

Na portalu dziś link do artykułu z Polityki o gwarze śląskiej i próbach jej ujęzykowienia przez kodyfikację. Tekst bardzo entuzjastyczny, przedstawiający co prawda głosy sprzeciwu, ale tylko te dla mnie mało istotne: czyli, że polityka, naród, autonomia, o folksdojczach tylko nie wspomnieli. A tu przecież głównym problemem jest to, że - jak mawia poeta - it's just absurd.

Bo ten cały język śląski to bulszyt i ściema. Tworzony tu na naszych oczach, w naturze nie istniejący. Oczywiście gwara istnieje, tylko że jak to z gwarami bywa, możesz w niej powiedzieć, co miałeś na obiad (o ile było to coś prostego) albo co robiłeś wieczorem (o ile było to coś prostego). Przy poważniejszej rozmowie, Ślązak, jak każdy inny Polak, będzie musiał się przerzucić na język literacki, bo mu po prostu słów braknie. I tu po raz pierwszy dochodzimy do śląskiej Wikipedii.

Bo te retardy walnęły o ścianę i niczego ich to nie nauczyło. Ucieszeni, że mogą mądre rzeczy pisać po śląsku, bo mają platformę, nie zorientowali się, że jednak pisać nie mogą, bo nie mają mądrego języka. I stąd takie hasła jak ćulik. To tak jakby w polskiej Wiki było hasło chuj, które nie odnosiłoby się do języka chuj. I w ten sposób powstaje język, który w naturze nie występuje, co widać w dyskusji do przytoczonego hasła.

Po prowdźe słowo "pyńis" u Ślůnzokůw ńy egzistuje. Ańi pl.wiki mo "prącie" mjast latyńizmu. Dołbych "ćul", to ńy je jyno przeca uobraźliwe słowo, mo tyż kůntekst bjologiczny (lebo jake inksze, bele ńy pyńis). Timpul godka 15:23, 10 gru 2008 (UTC)


No ja, a jeli polsko mo prącie, ńy penis to my tyż tak můmy mjeć, ja? To śe dejmy Průńće a bydźe po sprowje. I jeszczy bydźe barzi polsko... ◄Ozi64► a uůnygo godka 17:02, 10 gru 2008 (UTC)


Tak po prowdźe to kożdy powje "ćulik". Lajsikonik 19:16, 10 gru 2008 (UTC)


Oh Ozi ty ńić ny rozumjysz... Kaj to ći Ślůnzok powje "pyńis"? Timpul godka 18:34, 10 gru 2008 (UTC)

A jak sięgają do słów występujących w naturze, kończy się nie mniejszym fakapem. Wystarczy spojrzeć na dziwnie zapisane polskie słowo godka, żeby zobaczyć, że "język" śląski nie ma nawet neutralnego określenia... języka.

Desperację zwolenników ujęzykowienia gwary śląskiej świetnie widać w ortografii, która oddaje w piśmie drobne zmiany fonetyczne typowe dla lokalnej polszczyzny - pochylenia, mazurzenie. Do tego dodajmy alternatywny zapis polskich dźwięków. Teraz wystarczy tylko w miejsce terminów fachowych wstawić zapożyczenia, słowa gwarowe lub potoczne i otrzymujemy najgłupsze hasło, jakie znalazłem na szl.wiki (chociaż przyznaję się, że raczej nie szukałem): Wybřeže Elefantowych Gnatůw.

At first I was like... but then I lol'd.

To wszystko sprawia, że wikipediowy śląski (czy jakikolwiek inny skodyfikowany śląski) może jak najbardziej stać się językiem, ale stał będzie zawsze na tej samej półce, co esperanto. I pewnie z gwarą śląską będzie miał niewiele więcej wspólnego, niż esperanto z językami, na bazie których powstało.

I nawet można po śląsku książki pisać. Tylko, że jak ktoś wspomina w artykule:

Kaszubi mają bardzo bogatą literaturę w swoim języku, nawet sięgającą wieki wstecz, a u nas twórczość po śląsku w zasadzie pojawiła się dopiero na przełomie XX i XXI w.

No właśnie, na przełomie XX i XXI w., załapcie wreszcie, że to tylko żarcik taki, postmodernistyczny eksperyment literacki. Próba przełożenia Biblii na śląski niczym nie różni się od próby przełożenia jej na slang młodzieżowy. Ot, ciekawostka taka, studenci filologii na ćwiczeniach z poetyki sobie pooglądać mogą.

Żeby było jasne: nie podważam istnienia śląskiej tożsamości. Tylko nie oszukujmy się, a oszukiwaniem właśnie jest wmawianie ludziom, że gwara śląska to język.

Projektowi kodyfikacji języka śląskiego zarzuca się, że nie będzie nim można opisywać procesów naukowych i przemysłowych, a więc powstaje martwy język. - Język regionalny nie musi obsługiwać nauki, nie ma takiej potrzeby, od tego jest język narodowy! - twierdzi prof. Tambor. Mówi, że zupełnie nie chciałaby prac naukowych wydawać po śląsku, bo do kogo byłyby adresowane? - To, co dzisiaj piszemy po polsku, już ma stosunkowo mały obieg. Żeby zaistnieć w globalnym świecie nauki, żeby spożytkować swoją wiedzę, trzeba porozumiewać się w którymś z języków międzynarodowych. Język regionalny ma inną rolę: jest niezbędny dla zachowania własnej tożsamości.

Ja czuję się związany z Małopolską i zupełnie mi w tym nie przeszkadza to, że mój język w ogóle nie przypomina języka mojej babci. A jak już się czymś różni, to próbuję to pielęgnować w mowie (idze!, ew. idże!), ale do głowy by mi nie przyszło, żeby pisać czeba.

A na koniec bardzo mądre słowa najsłynniejszego śląskiego językoznawcy.

Podobnie [że kodyfikacja gwar śląskich w jeden język jest niemożliwa] uważał w rozmowie z "Polityką" prof. Jan Miodek z Uniwersytetu Wrocławskiego: - Dialekt śląski jest tak przeraźliwie polski, że nie ma potrzeby go kodyfikować - mówił Miodek, też Ślązak. - Literackim wariantem śląszczyzny jest polszczyzna. I koniec, nie ma o czym dyskutować.

piątek, 25 września 2009

21:52:51 xxx (xxx)
http://www.miejski.pl/slowo-Twoja+Stara

22:24:24 grzesie2k (xxx)
ale dlaczego mi ubliżasz

22:25:18 xxx (xxx)
nie ubliżam, jak słyszę ten tekst po prostu widzę Cię przed oczyma

 

sobota, 19 września 2009

 

Amazing..., amazing..., A-MA-ZEENG!!!!!1

Każde jedno dziecko jest...

amazing - niezwykły, wyjątkowy (Wielki słownik PWN-OXFORD)

20:41, grzesie2k , pan pop
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 września 2009

Ostatnio, i nie, nie wczoraj, skacząc po kanałach, trafiłem na mecz siatkówki. Dodam, że nie potrafię skumać idei, która kryje się za tym sportem i w ogóle powątpiewam, że jakaś się skrywa. Ale mnie wciągnęło. Bo ta piłka już spadała, a te laski ją jednak wybijały na drugą stronę. I znowu spadała, no nie, teraz nie mają szans, a one jednak. I tak przez jakieś pięć minut siedziałem, wgapiając się jak w jakieś dziwactwo na YouTube (coś między śpiewaniem od tyłu a gimnastyką tych ładnych pedałów z "Mam talent"). A po tych pięciu minutach mnie naszło, że niektórzy tak godzinami to oglądają. Godzinami patrzą, jak piłka leci w prawą stronę ekranu i w lewą i w prawą i w lewą. I tak cały czas. I uznałem, że to muszą być naprawdę ostrzy debile.

A dziś strona główna "Polityki" przywitała mnie takim tytułem.

 

"Współczesna siatkówka jest (...) grą, w której przede wszystkim liczy się inteligencja"

19:27, grzesie2k , pan pop
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 września 2009
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6